Na mojej tropikalnej wyspie

Bohaterka na ławce.  Wydaje się jej, że mieszka na tropikalnej wyspie. Ale tak naprawdę nie opuszcza osiedlowej ławki. Skulona postać budzi się i przeciąga. Jest poranek.

Martyna: Każdego dnia na mojej tropikalnej wyspie budzi mnie śpiew delfinów.

Obok ławki przechodzi grupa bełkoczących meneli i pobrzękujących pustymi butelkami

Martyna: Słyszę plusk fal o przybrzeżne skały, powoli zanurzam dłonie w krystalicznie czystej wodzie ze źródełka, które bije w samym sercu mojej wyspy.

(zanurza rękę w kałuży obok ławki)

Menele: Te Józek, kuźwa, nie leź w te kałuże!

Martyna: Gdy chce iść na spacer, idę na zachodnią część wyspy, tę z uśpionym wulkanem.

Przesuwa się na drugą stronę ławki i wpatruje we wnętrze kosza na śmieci. Nagle ktoś wrzuca tam swoje odpadki.

Dziecko: Tato, śmietnik już pełny, wrzucę butelki i gazety do tego kosza.

Tato: Podpal je sobie synku! Podpal!

Martyna: Bywa, że uśpiony wulkan przestaje być taki uśpiony. Smażę sobie wtedy w nim kokosy.

Do ławki podjeżdża sztuczna plama, Martyna zbiera kamienie-kupo-kokosy wokół ławki. Niektóre z nich mają rurki. Martyna delektuje się smakiem mleka kokosowego.

Przechodzeń 1: Proszę nie pić piwa na ławce i nie rozrzucać puszek po trawniku!

Martyna: Kiedy chcę obejrzeć telewizję, zaglądam do sąsiadów z innych wysp.

Wspina się na palce i patrzy w okna bloku.

Przechodzeń 2 siada na ławce i rozmawia przez telefon:

Słucham, Jarecki…

Martyna: Czasem na mojej wyspie mam niespodziewanych gości. Ląduje tu taki jeden archeolog. Rozmawiamy wtedy ze sobą godzinami…. Wiesz, wcale nie jestem samotna…

Przechodzeń 2 do telefonu: Tak?

Martyna: Bywam też ratowniczką na plaży, widziałeś jak wyciągnęłam z morza te dzieci?

Przechodzeń 2: Mamo, nie teraz!

Martyna: U mnie na wyspie jest wieczne teraz.

Przechodzeń 2: Zadzwonię, cześć!

Martyna: U nas nie ma telefonów, zamiast dzwonić lepiej znów przyleć!

Martyna chowa się pod ławkę bo zaczyna padać deszcz.

Martyna: Nieco uciążliwe bywają deszcze monsunowe. Ale od czego mam jaskinię?

Kiedy zapada zmrok i cichnie szum oceanu…

Głos z okna: Jarek kolacja! Do domu w tej chwili! Ale to już! Bo ci nogi z tyłka powyrywam!

Przestają śpiewać rajskie ptaki…

Słychać przyśpiewkę kibolską: Polacy nic się nie stało!!!

Martyna: A ja kładę się wygodnie na mojej plaży przykryta kołdrą z chmur – zasypiam. Wyspa śpi ze mną.